|
Mecenas Stanisław Rachelski jest arbitrem w Sądzie Polubownym przy Związku Banków Polskich oraz w Krajowym Sadzie Arbitrażowym w Warszawie. Prowadzi mediacje przy Sądzie okręgowym w Warszawie. Na łamach naszego serwisu zgodził się podzielić swoją opinią na temat mediacji i przydatności tej procedury.
O mediacji słów kilka
Procedura rozwiązywania konfliktów, którą obecnie nazywa się „mediacją”, nie jest wytworem współczesności. Cofając się daleko wstecz historii ludzkości i śledząc rozwój społeczeństw z różnych rejonów naszego globu, można dostrzec zaczątki pierwotnych dążeń i sposobów na ugodowe rozwiązywanie sporów. Warto przywołać dla przykładu kulturę islamu, gdzie w społecznościach pasterskich rolę mediatora odgrywało zgromadzenie starszyzny, zaś na terenach miejskich , na mocy prawa shari`a, funkcję rozjemcy pełnił quadi, rozstrzygając spory, ale także prowadząc mediację między zwaśnionymi. Podobne przykłady można znaleźć w społecznościach żydowskich okresu biblijnego, kulturze afrykańskiej, chińskiej i wielu innych zakątkach naszego globu.
Również dzisiaj społeczeństwa chętnie korzystają z instytucji polubownego rozwiązywania sporów, chociaż z różnym natężeniem w zależności od kraju i kontynentu. Na zachodzie Europy mediacja jest instytucją bardzo cenioną, zaś w Polsce i dawnych krajach demokracji ludowej wymaga upowszechnienia, ponieważ jest procedurą mało znaną dla Kowalskiego.
Pokojowe rozwiązywanie sporów, dzisiaj zwane mediacją zawsze miało jeden cel – pogodzenie zwaśnionych stron przy uwzględnieniu oczekiwań i dążeń każdej z nich, oczywiście nie burząc porządku obowiązującego w danym przedziale czasowym historii. Dzisiaj są jednak zupełnie inne podstawy mediowania. Pomijam tutaj rozważania filozoficzne, a zwracam uwagę na te podstawowe zalety wynikające wprost z pragmatyzmu. Mam na myśli wciąż narastający kryzys zaufania wobec wymiaru sprawiedliwości, jego powolność i przewlekłość, kosztowność oraz bardzo sformalizowane procedury sądowe. W Polsce długość toczącego się sporu sądowego trwa średnio aż 1000 dni(!). Wywody w tym przedmiocie mogłyby być długie, ale nie o to tutaj chodzi – problem jest ogólnie znany.
Nasuwa się istotne pytanie: wobec tego, dlaczego społeczeństwo tak rzadko korzysta z tej instytucji, niejako boi się jej? Bo jak nazwać sytuację, w której sędzia wyznacza mediację, a po kilku dniach, gdy strony sporu otrzymały już zawiadomienie o terminie i miejscu mediacji, nagle jedna z nich informuje profesjonalnego i doświadczonego mediatora, że nie chce mediować. I nie pomagają żadne argumenty, że przecież warto, ponieważ mediacja odbędzie się z korzyścią wyłącznie dla stron.
Osobiście, jako doświadczony mediator i arbiter, chcę zachęcić do aktywnego korzystania z procedury mediacji. Dlaczego? Warto wymienić przynajmniej kilka zalet. Jest to korzystna alternatywa dla sporów sądowych, mniej sformalizowana, oferująca oszczędność czasu i środków materialnych, oraz lepiej odpowiada na różnorodność problemów i potrzeb stron. Mediacja bowiem opiera się na zasadzie, że to strony najlepiej znają swoje potrzeby i jeśli te potrzeby zostaną szczerze określone, istnieje bardzo duża szansa na ugodowe załatwienie sporu.
Należy pamiętać, że w sądzie ma miejsce walka, która jest destruktywna, szczególnie w sprawach rodzinnych. Natomiast mediacja jest bardzo korzystna. O jej zaletach, o których już częściowo nadmieniłem, będę pisał w kolejnych artykułach. Po co? Ponieważ mediacja i związane z nią negocjacje są najlepszą droga do szybkiego znalezienia kompromisu.
|